Stołek Ikea #2

Prostota stołka Ikea Frosta ma taki potencjał, że aż się chce go odmieniać. Pierwszy z moich trzech wysłużonych stołków, po przemalowaniu i dodaniu miękkiego siedziska dzielnie służy, mimo, że miał być tylko na chwilę. Drugi czekał dzielnie w kolejce, aż do dziś.

Panie i Panowie, przedstawiam Stolik Ikea Frosta :).


Jakoś szalenie dumna z niego nie jestem i wątpię by zagościł na dłużej, za to zdecydowanie wygląda korzystniej niż po współpracy przy nie tylko malowaniu ;).



Przyznacie, że szału nie było ;). Przejdźmy do konkretów. Zebrałam:

  • białą farbę akrylową + barwniki
  • lakier bezbarwny
  • miedzianą farbę w spreju
  • resztkę tapety + klej
  • taśmę malarską, pędzle, wałki, papier ścierny, szlifierkę, ołówek, nożyk do tapet

Uff, tyle słów, a wcale tak wiele tego nie było. Wszystko na stanie kobiety, permanentnie remontującej ;).


Metamorfoza Ikea Frosta

Brudasa rozkręciłam, wykąpałam, a po wyschnięciu przeszlifowałam.



Pierwszą warstwę malowałam białą farbą. Druga i trzecia, to akryl rozmieszany z barwnikami oraz talk kosmetyczny, żeby farba satynowa była satynową + ;).



Tapetowanie stolika.

Na użycie tego wzoru tapety miałam ochotę już kilkakrotnie, aż w końcu nadarzyła się okazja :). Od siedziska, na tapecie odrysowałam koło. Wycięłam, rozmieszałam klej do tapet ( zgodnie z instrukcją na opakowaniu ), posmarowałam wierzch siedziska i samą tapetę.



Złożonej na pół dałam chwilę, na wchłonięcie kleju.



Przykleiłam do siedziska i zostawiłam do wyschnięcia. Nie wycinałam idealnego koła z obawy, że idealnie może nie wyjść ;). Dopiero po wyschnięciu przycięłam nadmiar nożykiem do tapet ( odradzam przycinanie mokrej tapety, bo się poszarpie ). Na koniec przetarłam delikatnie rant papierem ściernym.




Przykręciłam pomalowane na szaro nogi, a skarpetki i rant zostawiłam na koniec.

Nie wiem czy właśnie taka kolejność prac jest idealna, ale mnie było tak wygodnie i mogłam szybko zobaczyć prawie efekt końcowy :).





Blat, czyli tapetę ;) zabezpieczyłam trzema warstwami lakieru bezbarwnego. Kiedy schły sobie kolejne warstwy, nogi okleiłam taśmą malarską, pokryłam miedzianym sprejem, a po wyschnięciu kolejny pasek białej i tak oto jest stolik :).





Prawie zapomniałam o filcowych podkładkach. Ten model stołka/stolika ma to do siebie, że nogi trzeba stale dokręcać, a i tak się kiwa ;). Filc przyklejony na taśmie dwustronnej po pierwsze nieco to niweluje, a po drugie chroni podłogę przed zarysowaniami.

Jeśli nie widzieliście jego brata bliźniaka w wersji „tron”, tutaj link do metamorfozy. Nadal poprzednik bardziej mnie przekonuje, a jakie jest Wasze zdanie ?

Najgorsze, że stołek nr 3 więcej już nie zniesie, nawet metamorfoza mu nie pomoże, a ja odnowiłam wszystko po czym mogłam się bezkarnie wspinać i brudzić. Została drabina, którą trzeba rozkładać, przekładać, wchodzić, schodzić… nie to, co poręczny taboret. Jeden krok i już prawie pod sufitem, a do pomalowania jeszcze tyle sufitów ;).